Zielona ściema prezydenta Trzaskowskiego

Zielona ściema prezydenta Trzaskowskiego

5 min czytania Redakcja

Rafał Trzaskowski sprzedał warszawiakom bajkę o zielonej stolicy. Milion drzew, aplikacja w telefonie, uśmiech i sadzonka do zdjęcia. Prawda jest brutalna. W rezerwacie przyrody Las Bielański jego leśnicy wyrżnęli 473 zdrowe drzewa. W sąsiednim lasku sprzedali drewno za ponad 30 tysięcy złotych. Dziki w mieście idą pod odstrzał na jego własny wniosek. A zapytani, na jakiej podstawie tną, odpowiadają bez cienia zażenowania: na żadnej. Nie oceniamy, nie liczymy, nie dokumentujemy. Tną, bo im wolno. Wolno, bo pozwala prezydent.

Przyznali się sami: tniemy na ślepo

Są dokumenty, których żaden spin doktor nie odkręci, bo napisał je sam urząd. Dwa pisma Lasów Miejskich z 17 lipca to spowiedź. W rezerwacie Las Bielański w pięć lat usunięto 629 drzew, z czego 473 ścięto żywcem. Urząd pisze wprost, że na wycinkę „nie wymaga uzyskiwania oddzielnych zgód”, a RDOŚ co najwyżej „zwyczajowo konsultuje na bieżąco”. Na te konsultacje nie ma ani jednej kartki. Ocen nie robią. Ewidencji nie prowadzą. Piszą to na zimno, jakby chwalili się dobrą robotą.

W Lasku Lindego, zielonym pasie wokół rezerwatu, w samym 2026 roku wycięli 156 metrów sześciennych drewna i sprzedali je za 18 630,52 zł. Przez pięć lat utargowali tam ponad 30 tysięcy. Plan wyrębu wykonali w stu procentach, co do metra, jak normę w kopalni. Zdrowe drzewa podpisali dwoma słowami: „niezgodne z siedliskiem”. Tyle wystarczy, żeby wjechała piła. Całego obwodu, piętnastu kompleksów leśnych i dwóch dzielnic, pilnuje jeden pracownik do wpół do czwartej. Straży Leśnej nie ma. To nie jest ochrona lasu. To jego obróbka na metry.

Prezydent od strzelania do dzików

Tak wygląda miłość prezydenta do przyrody w praktyce. 22 września 2026 roku sejmik Mazowsza, na wniosek Rafała Trzaskowskiego, otworzył w Warszawie odstrzał dzików. Bez górnego limitu. Uchwała dopuszcza odstrzał redukcyjny i odłów z uśmierceniem, a decyzję o zabiciu zostawia wykonawcom miasta. Do końca sierpnia 2026 roku uśmiercono już 413 dzików.

Ratusz uspokaja, że nie ma mowy o automacie i że każdy przypadek ocenią indywidualnie. Tyle że powołany przez samo miasto zespół do spraw dzikich zwierząt o treści uchwały nikt nie zapytał, a Pracownia na Rzecz Wszystkich Zwierząt poszła z nią do wojewody, żądając uchylenia. Zapamiętajmy ten obrazek. Ten sam człowiek, który na billboardzie trzyma sadzonkę, podpisuje się pod rozstrzeliwaniem zwierząt w stolicy.

Zieleń na słupach, piły w lesie

Bo zieleń Trzaskowskiego to zieleń na pokaz. Po remoncie Świętokrzyskiej i na placu Powstańców miasto powtykało drzewka do wielkich donic i ogłosiło zieloną rewolucję centrum. Rośliny w donicach marnieją, a ich utrzymanie kosztuje krocie. Na Ursynowie „skwer Trzaskowskiego” z budżetu obywatelskiego stał się żartem, bo zamiast drzew posadzono na nim trawę i krzaczki. To jest jego przyroda: zieleń, która dobrze wychodzi na zdjęciu i nie przeszkadza w betonie.

Prawdziwy las, ten który rośnie sto lat, idzie pod piłę bez jednej oceny. Doniczka na Świętokrzyskiej ma większą ochronę niż dąb w rezerwacie.

Milion drzew? Nie posadził. Ale wycinać potrafi

W 2018 roku obiecał milion nowych drzew do 2020 roku. Nie posadził. Z danych samego ratusza wyszła mniej więcej połowa, a niezależne wyliczenia były jeszcze niższe. Z miliona została aplikacja i hasło na plakacie. Za to wycinać jego miasto potrafi sprawnie i bez papierów.

I tu pada pytanie, na które prezydent nie ma odwagi odpowiedzieć. Po co wielkim kosztem sadzić nowe drzewka, skoro w tym samym mieście tnie się zdrowe, dorosłe drzewa, których nikt nie odtworzy przez następne stulecie? To nie polityka ekologiczna. To księgowość, w której żywy las jest pozycją do skasowania.

To nie tylko Bielany

Las Bielański nie jest wypadkiem przy pracy, tylko regułą. Jesienią 2024 roku mieszkańcy Ursusa bronili EkoParku, który miasto urządziło pięć lat wcześniej za 10 milionów złotych, a potem zaplanowało przeprowadzić przez niego drogę. Wiosną 2024 roku na Ursynowie, w parku przy Bażantarni, poszło pod topór ponad 50 drzew, bo urzędnicy uznali, że „zagrażały spacerowiczom”. „Zagrożenie” to ulubione słowo tej ekipy. Za każdym razem winne jest drzewo, nigdy ten, kto wydał zgodę.

Chowa się za urzędnikami

Nasza Czytelniczka pisze do miasta od miesięcy. O koncertach pod rezerwatem w środku lęgów, mimo pisemnego sprzeciwu RDOŚ. O wycince. I za każdym razem dostaje to samo: odsyłanie w kółko. Lasy Miejskie na RDOŚ i policję, straż miejska na Lasy Miejskie, Biuro Ochrony Środowiska, że to nie jego sprawa. Na apele obrońców Lasu Bielańskiego sam prezydent nie odpowiedział ani razu.

Więc napisała do niego wprost i zażądała, żeby odpowiedział osobiście i podpisał się własnym nazwiskiem, bo to on, a nie kolejna komórka, jest szefem Lasów Miejskich. Zapytała go o rzecz, która obnaża całą tę politykę. Po co wycinać zdrowe sosny dla 18 tysięcy złotych, kwoty, której w wielomiliardowym budżecie miasta nie widać, skoro równolegle wydaje się majątek na drzewka w donicach? Odpowiedzi nie ma. Jest milczenie.

Rafał Trzaskowski może to wszystko zakończyć jednym podpisem. Jest prezydentem miasta i zwierzchnikiem Lasów Miejskich, więc nie wywinie się tym, że „to nie jego dział”. Ostatni dziki las w granicach Warszawy jest jego wielką, choć pewnie niechcianą dpowiedzialnością. Dopóki prezydent milczy, obowiązuje jedna zasada, a wypisali ją jego właśni urzędnicy: tną, bo mogą. Mogą, bo pozwala.

Podobne artykuły

Londyn wycisza park dla skowronków. Warszawa puszcza techno pod gniazdami

Londyn wycisza park dla skowronków. Warszawa puszcza techno pod gniazdami

W cywilizowanym świecie miejski las ma prawo do ciszy w porze lęgów. U nas ma prawo najwyżej do decybeli. Kiedy Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska ostrzegała, że dwudniowy festiwal tuż przy rezerwacie Las Bielański zagrozi ponad czterdziestu gatunkom ptaków w szczycie sezonu lęgowego, impreza i tak się odbyła. To nie jest spór o muzykę. To test tego, czy w Polsce ochrona przyrody cokolwiek jeszcze znaczy.

10 sie 2026 5 min Redakcja
List otwarty do prezydenta Rafała Trzaskowskiego w sprawie wycinki drzew w Lesie Bielańskim i Lasku Lindego

List otwarty do prezydenta Rafała Trzaskowskiego w sprawie wycinki drzew w Lesie Bielańskim i Lasku Lindego

W poprzednim tekście rozłożyliśmy na czynniki pierwsze odpowiedzi Lasów Miejskich i pokazaliśmy, że urząd sam przyznaje wycinkę zdrowych drzew. Teraz kierujemy sprawę wyżej. Publikujemy list otwarty do prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, bo rezerwat Las Bielański i Lasek Lindego to nie sprawa rządu ani Lasów Państwowych, lecz miejskiej jednostki podległej Ratuszowi. Odpowiada za nią Prezydent. Pytamy go wprost, jak można sadzić pojedyncze drzewka na pokaz, a jednocześnie rękami własnych podwładnych wycinać zdrowy, dorodny las.

21 lip 2026 5 min Redakcja
Wiemy co śmierdzi w Lasach Miejskich – skandal z lasem na Bielanach!

Wiemy co śmierdzi w Lasach Miejskich – skandal z lasem na Bielanach!

Jeden leśnik na piętnaście lasów. Sześćset dwadzieścia dziewięć drzew usuniętych w rezerwacie w latach 2022–2026. Dziesięcioletni limit cięć w Lasku Lindego wyrobiony na sto procent, choć plan trwa do 2027 roku. I zdrowe sosny, które lądują na opał po 110 zł za metr. To nie są nasze domysły, tylko liczby, które Lasy Miejskie same podały na piśmie, odpowiadając mieszkance Bielan 17 lipca 2026 roku. Przeczytaliśmy te odpowiedzi słowo po słowie i mówimy wprost: w bielańskich lasach śmierdzi, a smród bije z urzędowych pism!

18 lip 2026 5 min Redakcja