Wszystkie artykuły
To nie my! Żaden z urzędów zamierza ponosić odpowiedzialności za koncert przy ostatnim dzikim lesie Warszawy…
Aktualności

To nie my! Żaden z urzędów zamierza ponosić odpowiedzialności za koncert przy ostatnim dzikim lesie Warszawy…

10 czerwca 2026 5 min czytania Redakcja

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska odmówiła zgody. Impreza odbyła się mimo to. Gdy zapytano urząd miasta, dlaczego wydał zezwolenie – w odpowiedzi dostaliśmy siedem stron udowadniających, że nikt nic złego nie zrobił. Bo nikt niczego nie mógł zrobić. Bo nikt niczego nie musiał robić. Bo prawo na to nie pozwala. Prawo, które obowiązuje w mieście rządzonym przez polityka, który w kampaniach plakatuje się przy sadzonkach drzew.

Był koniec maja. Sezon lęgowy ptaków w pełni. W Lesie Bielańskim – ostatnim znaczącym fragmencie dawnej Puszczy Mazowieckiej w granicach Warszawy, rezerwacie przyrody i obszarze Natura 2000 chronionym europejskim prawem – bocian czarny siedział na gnieździe. Żołna szukała pokarmu. Pachnica dębowa drążyła korytarze w wiekowych dębach, bo tylko tu w tej części Mazowsza jeszcze żyje.

Kilkadziesiąt metrów od granicy rezerwatu, na terenie Akademii Wychowania Fizycznego przy Marymonckiej, przez trzy noce z rzędu grała muzyka do godziny drugiej w nocy. Bas trząsł oknami mieszkańców od godziny trzynastej – pięć godzin przed porą, na którą zezwolono. Wawa Student Festiwal 2026. Impreza biletowana, komercyjna, organizowana przez spółkę z Lublina.

Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska nie wydała zgody. Urząd miasta wydał zezwolenie. Impreza odbyła się. A potem przyszły odpowiedzi z urzędów…

„Nie możemy odmówić”

Stołeczne Centrum Bezpieczeństwa – jednostka Urzędu m.st. Warszawy, która wydaje zezwolenia na imprezy masowe – odpowiedziało na pytania o to, jak doszło do wydania zezwolenia nr CB/5310/M/83/2026, skoro RDOŚ ostrzegał o zagrożeniu dla rezerwatu.

Odpowiedź była klarowna: „Ustawa o bezpieczeństwie imprez masowych nie przyznaje Prezydentowi m.st. Warszawy kompetencji do odmowy wydania zezwolenia z przyczyn związanych z oddziaływaniem akustycznym imprezy, jej lokalizacją w sąsiedztwie obszarów chronionych ani oceną skutków środowiskowych organizacji imprezy masowej.”

Innymi słowy: prawo nie pozwala odmówić. Nieważne, że obok jest rezerwat. Nieważne, że RDOŚ ostrzega. Nieważne, że Unia Europejska objęła ten las szczególną ochroną sieciową. Formularz się zgadza – zezwolenie idzie.

To zdanie powinno zabrzmieć jak bomba. Warszawa – miasto, które szczyci się zielonym prezydentem, buduje ścieżki rowerowe i sadzi tysiące drzew – przyznaje wprost, że jej prawna ręka nie dosięga imprez masowych organizowanych przy rezerwacie przyrody. Że może wydrukować zezwolenie i umyć ręce.

RDOŚ ostrzegał. Na piśmie. Bezpośrednio.

29 kwietnia 2026 roku, miesiąc przed imprezą, Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Warszawie wysłał pismo bezpośrednio do Stołecznego Centrum Bezpieczeństwa. To było coś niezwykłego – RDOŚ nie jest organem opiniującym w procedurze udzielania zezwoleń na imprezy masowe. Napisał z własnej inicjatywy, bo uznał zagrożenie za poważne.

SCB potwierdziło, że pismo przeczytało. I wydało zezwolenie. Uzasadnienie: „Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska nie został wskazany przez ustawę o bezpieczeństwie imprez masowych jako organ opiniujący, dlatego też stanowisko to nie mogło zostać uwzględnione w przywołanym zezwoleniu.”

RDOŚ napisał z urzędu do SCB. SCB przeczytało, stwierdziło, że skoro ustawa o imprezach masowych o RDOŚ-ie nie wspomina, to jego zdanie jest prawnie niewiążące – i wydało zezwolenie. Treści pisma RDOŚ SCB nie ujawniło.

To, że istnieją dwa równoległe reżimy prawne – ustawa o imprezach masowych i ustawa o ochronie przyrody – i że ta druga zakazuje działań znacząco szkodliwych dla obszarów Natura 2000, niezależnie od jakichkolwiek zezwoleń, urząd zdaje się traktować jako problem kogoś innego.

„Hałas nie daje podstaw do działań”

Najważniejsze zdanie w całej odpowiedzi urzędu to nie to o rezerwacie. To to o hałasie. Gdy zapytano, czy Biuro Ochrony Środowiska m.st. Warszawy brało udział w ocenie imprezy i czy normy akustyczne mają w tym kontekście jakiekolwiek znaczenie, SCB odpowiedziało: „Przepisy ochrony środowiska nie określają więc akustycznego standardu jakości środowiska w odniesieniu do imprez masowych, a jakiekolwiek pomiary poziomu hałasu nie dają podstawy do podejmowania działań administracyjnych.”

Przetłumaczmy to na normalny język: możesz sobie mierzyć hałas, ile chcesz. Nic z tymi wynikami nie zrobisz. Żaden organ nie może działać na ich podstawie. Mieszkańcy przy rezerwacie – nieważne.

To twierdzenie jest nieprawdziwe. Rozporządzenie w sprawie dopuszczalnych poziomów hałasu w środowisku obowiązuje niezależnie od źródła dźwięku. Inspekcja Ochrony Środowiska ma prawo mierzyć i nakazywać ograniczenie hałasu. Ale urząd napisał to, co napisał – w oficjalnym piśmie jako informację publiczną.

Zamiast wskazać właściwy organ, SCB zaproponowało inne wyjście: „W przypadku stwierdzenia uciążliwego hałasu, osobie pokrzywdzonej przysługuje prawo złożenia zawiadomienia do Komendy Rejonowej Policji Warszawa V.”

Policja. Art. 51 Kodeksu wykroczeń. Zakłócenie porządku publicznego. Tyle miejska machina może zaoferować mieszkańcom żyjącym przy rezerwacie Natura 2000, gdy przez trzy noce trząsają im się szyby. Instrumentem ochrony obszarów Natura 2000 nie jest dzielnicowy. Ale urząd tak właśnie to przedstawił.

Firma ochroniarska zmieniona dzień przed imprezą

W dokumentach jest jeszcze jeden szczegół, który przy pobieżnej lekturze łatwo przeoczyć.

Regulamin imprezy złożony razem z wnioskiem o zezwolenie – ten, na podstawie którego zezwolenie wydano – wskazywał konkretną firmę ochroniarską odpowiedzialną za bezpieczeństwo. Była to jedna spółka z Lublina. Regulamin zaktualizowany i złożony do urzędu 28 maja 2026 roku – dzień przed imprezą – wskazywał inną spółkę z Lublina. Inny NIP. Inny adres. Inna firma.

Urząd zapytany, dlaczego nie zweryfikował, czy firma ochroniarska spełnia wymogi ustawy, odpowiedział: „Organ nie ma obowiązku weryfikacji danych podmiotów ochroniarskich wynajmowanych przez organizatorów imprez masowych.”

Nikt nie sprawdza. Firma może się zmienić na dzień przed. Urzędnicy mają papier z pieczątką.

Nikt nie musi, wszystko jest zgodne z prawem – i Las słyszał

„Czas trwania imprezy zależy wyłącznie od dobrej woli właściciela terenu i organizatora imprezy” – napisało SCB, tłumacząc, dlaczego miasto nie może kontrolować, jak długo grają głośniki w otulinie rezerwatu. To zdanie to kwintesencja tego systemu. Dobra wola. Nie prawo, nie normy, nie ochrona siedlisk, nie zakazy wynikające z europejskiej dyrektywy siedliskowej, nie plan ochrony rezerwatu, który jest aktem prawa miejscowego. Dobra wola.

Tymczasem historia ostatnich trzech lat przy Marymonckiej uczy, czym jest „dobra wola” organizatorów komercyjnych festiwali przy rezerwacie przyrody. W 2024 roku SBM FFestival odbył się bez wymaganej zgody RDOŚ – organizator nigdy o nią nie wystąpił. W 2025 roku Wawa Student Festiwal dostał zgodę warunkową z kilkugodzinnym wyprzedzeniem – i przekroczył normy hałasu. RDOŚ stwierdził to na piśmie. W 2026 roku RDOŚ odmówił w dniu startu imprezy, powołując się właśnie na wyniki pomiarów z 2025. Impreza odbyła się mimo to. Trzy lata. Trzy razy normy złamane. Zero konsekwencji.

Zielone miasto, które nie może nic zrobić

Warszawa jest miastem, które ogłasza kolejne programy sadzenia drzew, walczy o powietrze, mówi o zielonej transformacji i chwali się wskaźnikami środowiskowymi. Prezydent Rafał Trzaskowski regularnie pozuje przy nowych skwerach. Biuro Ochrony Środowiska istnieje i zatrudnia ekspertów.

I oto – trzy noce koncertów przy ostatnim rezerwacie w centrum stolicy, w środku sezonu lęgowego, po pisemnej odmowie organu ochrony przyrody, i oficjalna odpowiedź brzmi: nie możemy odmówić, hałas nie daje podstaw do działań, czas trwania zależy od dobrej woli organizatora, a jak coś, to proszę dzwonić na policję.

Burmistrz dzielnicy Bielany, Grzegorz Pietruczuk – ten sam, który przed imprezą zapewniał, że prowadzi rozmowy i że sytuacja analogiczna do imprezy techno w Wilanowie na pewno się nie powtórzy – znalazł się na otwarciu festiwalu. Inicjatywa obywatelska opublikowała jego zdjęcie na scenie z komentarzem: „Urzędnicy uczestniczą w łamaniu prawa.”

Pietruczuk nie jest wyjątkiem. On jest ilustracją systemu. Systemu, w którym każda instytucja chroni się za inną instytucją, każdy urzędnik chowa się za innym przepisem, a w środku tego kręgu jest Las Bielański – rezerwat przyrody, obszar Natura 2000, ostatni fragment dawnej puszczy – któremu nikt nie ma obowiązku pomóc.

Bo prawo na to nie pozwala.  Bo czas trwania zależy od dobrej woli.  Bo pomiary hałasu nie dają podstaw do działań…