Wszystkie artykuły
Rektor AWF depcze prawo. Za jego plecami stoi projekt, który zabije rezerwat

Rektor AWF depcze prawo. Za jego plecami stoi projekt, który zabije rezerwat

2 czerwca 2026 5 min czytania Redakcja

Kilka dni temu Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska powiedziała „nie" komercyjnej imprezie muzycznej na terenie AWF. Organizatorzy wzruszyli ramionami i basy zahuczały kilkadziesiąt metrów od rezerwatu. To nie był wyjątek od reguły – to reguła. I dokładnie ta sama logika stoi za projektem Narodowego Centrum Sportu, które ma wyrosnąć tuż przy granicy Lasu Bielańskiego – i zniszczyć go skuteczniej niż jakikolwiek festiwal.

Na terenie Akademii Wychowania Fizycznego ma stanąć gigantyczny kompleks: wielofunkcyjna hala z bieżnią lekkoatletyczną, basen olimpijski z regulowaną głębokością, internat w standardzie hotelowym i budynek biurowo-konferencyjny. Wszystko tuż przy granicy rezerwatu przyrody, obszaru Natura 2000, jednego z ostatnich skrawków dawnej Puszczy Mazowieckiej, który ocalał w środku dwumilionowego miasta. Projekt jest teraz na etapie listu intencyjnego. To ostatni moment, żeby go zatrzymać.

Najpierw impreza. Potem co?

W miniony weekend przy Lesie Bielańskim odbył się WAWA Student Festival – komercyjna impreza muzyczna zorganizowana na terenie uczelni. RDOŚ wydał decyzję odmowną. Organizatorzy zorganizowali imprezę mimo wszystko. Burmistrz dzielnicy pojawił się na miejscu. Hałas zaczął się kilka godzin przed oficjalnym terminem. Żadnych konsekwencji.

Decyzja administracyjna potraktowana jak sugestia

To nie jest przypadkowy epizod. To metoda rektora prof. Bartosza Molika: działać, a potem zasłaniać się ogólnymi deklaracjami o szacunku dla przyrody. Dokładnie tę samą retorykę stosuje AWF w sprawie NCS. W odpowiedzi na pytania dziennikarzy ministerstwo i uczelnia wydały wspólne stanowisko pełne pustych zapewnień o „głębokim szacunku dla Lasu Bielańskiego". Na konkretne pytania – skąd pieniądze, dlaczego akurat tutaj, czy ktokolwiek konsultował to z ekologami – nie padła żadna odpowiedź.

Las, który nie wróci

Las Bielański to nie jest zwykły park miejski. To pozostałość 10 000-letniego lasu, dom dla 300-letnich dębów, siedlisko pachnicy dębowej i kozioroga dębosza – gatunków chronionych prawem unijnym. Ale lista zagrożeń nie kończy się na wyciętych drzewach. Ponad 80 naukowców i przedstawicieli organizacji pozarządowych, którzy w sierpniu 2025 r. podpisali list otwarty do Ministerstwa Sportu, wskazali na coś znacznie groźniejszego: budowa podziemnych parkingów i instalacji komunikacyjnych doprowadzi do dalszego obniżenia poziomu wód gruntowych, który już teraz osiąga stan krytyczny. To oznacza postępującą suszę na Bielanach. Suche drzewa, usychające lipy i graby, degradacja Skarpy Warszawskiej – i wreszcie rezerwat, który istnieje formalnie, ale w sensie biologicznym przestaje żyć. Naukowcy mówią wprost: „Budowa NCS przy granicy rezerwatu Las Bielański jest niedopuszczalna ze względów środowiskowych i społecznych, a ochrona tego terenu jest nakazana prawem."

Jest inne wyjście. Nie chcą go wybrać

Środowisko naukowe nie kwestionuje potrzeby stworzenia nowoczesnego centrum treningowego dla polskich olimpijczyków. Kwestionuje miejsce. I zaproponowało konkretną alternatywę.

Błonia przy Centrum Olimpijskim Polskiego Komitetu Olimpijskiego przy Wybrzeżu Gdyńskim 4 w Żoliborzu to teren doskonale skomunikowany, funkcjonalnie spójny z istniejącą infrastrukturą sportową i związany ze środowiskiem olimpijskim instytucjonalnie. Centrum treningowe w sąsiedztwie siedziby PKOl, z dala od rezerwatu, bez zagłady rezerwatu. Prof. Maciej Luniak z Instytutu Zoologii PAN mówi wprost – nie chodzi o to, żeby NCS nie powstało, ale żeby nie powstało tutaj.

Mechanizm jest jednak dobrze znany: do stołu siada kilka instytucji, podpisuje list intencyjny, ogłasza projekt strategiczną inwestycją dla polskiego sportu i powołuje się na wizję Marszałka Piłsudskiego, która po 100 latach jest kompletnie nieaktualna. A potem każda rozsądna alternatywa zaczyna być atakowana jako zamach na patriotyzm.

Tak jak skończyło się z imprezą w miniony weekend: urząd mówi „nie", organizatorzy i tak grają, a burmistrz wznosi toast. Przy NCS stawka jest nieporównanie większa, a błędów nie da się cofnąć.

Czas na zablokowanie tego projektu jest teraz. Póki jeszcze jest co ratować.